poniedziałek, 2 września 2013

BYĆ TATĄ, CZY MĘŻEM?


Kiedy rodzi się malec, taki jakim jest nasz Karol, bardzo dużo emocji przekazuje się jemu czasem zapominając, że bez rodziny, która się lubi ze sobą, dziecko nie jest w stanie zaczerpnąć przykładu jak być winno. Poświęcanie mu swojej uwagi jest fantastyczne, bo wszystko co się dzieje jest nowe, inne i cały czas fascynujące. To wszystko jest bardzo kuszące i zapędzenie się za mocno w ten układ może i wydaje się być dobre dla dziecka, ale na pewno nie jest dobre dla związku. Mama, która nadmiernie dużo czasu spędza z dzieckiem może wydać się swojemu parterowi zaniedbującą go, z resztą działa to w dwie strony. Dlatego my, z moją ślubną, mamy dość często swoje wieczory, czyli taki czas kiedy możemy spędzić chwilę tylko ze sobą, oczywiście mając cały czas Karola z tyłu głowy, co więcej często jest on tematem naszych rozmów, ale są to rozmowy mimo wszystko skupione na nas. To taki paradoks, bo ten mały człowiek absolutnie zdominował nasz świat przez ostatnie prawie dwa lata, a z drugiej strony cały czas potrafimy cieszyć się byciem tylko ze sobą, nawet jeżeli cień obecności naszego synka wisi nad nami. Sami z resztą go tam przywołujemy.

Jest według mnie kilka rzeczy, które przetrawiwszy wspólnie po urodzeniu dziecka pozwalają na budowanie związku mimo tego, że teraz to nie tylko związek kobiety i mężczyzny ale już związek mężczyzny, kobiety i mężczyzny. Małego mężczyzny. Te rzeczy, to czynności które kiedyś wychodziły tak zupełnie spontanicznie, a teraz trzeba, podkreślam trzeba je zaplanować i wykonać. To między innymi kino, teatr, koncert czy nawet poleżenie w łóżku do 10:00, kiedy młodego nie ma w domu. Tu oczywiście pojawia się odwieczne pytanie, czy oddawanie na noc dziecka osobom trzecim jest dla niego okrutne czy nie. Przez pierwszy okres myślałem, że zawiezienie go do babci jest pozbyciem się go, jednostronnym i egocentrycznym aktem banicji młodego człowiek poza mury domostwa. Ale potem, kiedy zauważyłem ile radości daje ta wizyta Karolowi oraz babci, przestałem mieć obiekcje i chwilę wolnego, sam na sam w domu lub sali koncertowej z żoną traktuję nie tylko jak inwestycję w nasz związek, ale także jako umocnienie relacji dziadkowie - wnuczek. I bardzo swobodnie się z tym czuję, bo wiem, że to dobre. Ale trochę czasu zajęło mi zrozumienie tego mechanizmu.

Czy więc być tatą czy mężem. I czy można być dobrym tatą i dobrym mężem? Wydaje mi się, że najpierw jednak trzeba być dobrym mężem, a potem dopiero tatą, bo przecież syn nasz miłości uczy się od nas, a bycie dobrym mężem oznacza nic innego jak kochać, ufać, wspierać i być dla siebie. A on na to patrzy. I chłonie.