czwartek, 26 września 2013

KAROL W AZJI - NURKOWANIE NA BALI



Pisałem już o tym, że moi rodzice przez trzy dni nurkowali. Uważny czytelnik zada oczywiście pytanie, co się działo wtedy ze mną. To bardzo słuszne i zasadne pytanie. Wymyślili sobie oni, znaczy moi rodzice, taki motyw, że ja będę siedział na powierzchni, spokojnie czekając kiedy oni się wynurzą. Myślałem z początku, że sprawa będzie łatwiejsza, bo jest przecież ciocia Maja, którą znam i nie mam problemu, żeby z nią zostawać. Trochę płaczu na początku, a potem czysta zabawa. Wyszło jednak na jaw, że Maja też będzie nurkować. I wtedy pojawił się klops. Bo kto miałby ze mną czekać na brzegu albo na łodzi, kiedy moja trójka opiekunów zanurza się w morskich toniach?

Pierwszego dnia wszystko wyglądało w miarę spokojnie, bo na miejsce nurkowania (czyli Padong Bay) pojechaliśmy z polskim instruktorem i jego indonezyjską żoną, która nie dość że mówiła trochę po polsku to wzięła ze sobą parkę prześlicznych dzieciaków o imionach - Leon i Alicja, z którymi wydawało mi się, że jakoś spokojnie czas spędzę i nie będzie płaczu. Jednak lekkie dolegliwości brzuchowe, które mnie złapały podczas drogi autobusem w tamtą stronę spowodowały, że byłem delikatnie rozdrażniony i perspektywa zostawienia mnie z ciocią Ike była mało ciekawa. Do tego wszystkiego moi rodzice uznali, że to świetny pomysł i że z Leonem na pewno świetnie mi czas minie. Udownodniłem całej wiosce, że pierwsze dziesięć minut po tym jak rodzice weszli na łodkę można zapisać w kronice jak jeden z dziesięciu ( zaraz po uderzeniu fali wody podczas trzesięnia ziemi w 2006 roku) najgłośniejszych momentów w nowożytnej historii tego terenu.

Przeplatanie się słów " mama" i "tata" oraz "nie łódka" spowodowało zbieg ludności, która oczywiście nie rozumiała o co mi chodzi. Ike, która trzymała mnie na rękach trochę rozumiała, ale dopiero kiedy zaproponowała mi ciastko, nagle przestałem płakać i chętnie przystałem na wysuniętą propozycję. Wiadomo mi było, że długie płakanie rodziców nie zawróci, a jak się wszyscy wkurzą, to nic nie wymuszę. Dlatego uznałem, iż 10 minut to wystarczająco długo, żeby było wiarygodnie a wystarczająco krótko, żeby nie zniechęcić. Ciastkom i soczkom nie było końca tego dnia. Rodzice jeszcze tego popołudnia raz jeszcze wypływali w morze, więc koncert powtórzył się, jednak już trochę z mniejszym natężeniem. Nie chciałem wystraszyć Leona, który okazał się być fajnym kolegą, a w dodatku mówił w miarę po polsku. Miał trochę ciemniejszą ode mnie skórę na twarzy (co akurat nie jest jakieś trudne, bo ja w końcu jestem biały jakby mój ojciec z zawodu był pomocnikiem młynarza), ale włosy blond, zakręcone na końcach nadawały mu takiego naszego, znaczy słowiańskiego, charakteru. A jego siostra - aniołek. Ciemne oczy i taka mała, ciągle uśmiechnięta buźka. Mógłbym mieć taką siostrzyczkę. Zdaje mi się jednak, że w tej konfiguracji rodzinnej taka opcja nie wchodzi w grę, chyba że moje pradziadostwo urodziło się w strefie klimatycznej pt. Jest bardzo gorąco. Z tego co wiem - tak nie jest.

Drugiego dnia zabrakło cioci Ike i Leona ( nazwanego przeze mnie Elonem). Chciałem już ogłosić rozejm i pogodzony z tym, że starzy będą znikać pod wodą na kilkanaście minut, kontynuować zabawy z Leonem i Alicją, ale drugiego dnia przywitała nie inna ciocia, która nie mówiła po polsku, nie rozumiała mnie, a w dodatku wyglądała na taką, co ma mało ciastek (potem wyszło na jaw, że miała dużo, tylko musiałem ją przymusić do ich wyjęcia odpowiednio głośnym rykiem). Podczas płyniecia łodką już czułem, że będzie to marna wycieczka, nawet chciałem ulać na tatę, ale przytulił mnie mocno i wytłumaczył, że oni chcą z mamą nauczyć się lepiej nurkować i że w związku z tym chciałby bardzo, żebym został z ciocią na godzinę, a oni sobie zejdą pod wodę. Opowiedział mi jak tam jest pod wodą. To było bardzo ciekawe i pomyślałem sobie, że im jest na prawdę szkoda zostawiać mnie samego na powierzchni i gdyby tylko była taka możliwość to wzięli by mnie ze sobą oraz pokazali mi to wszystko, o czym tata mi wtedy opowiedział.
" Ocean to takie wielkie morze, które jest bardzo słone, ale o tym już wiesz, bo się w nim kąpałeś. Istnieje możliwość obejrzenia go z brzegu, co robimy razem od kilku dni, ale jest też możliwość zejścia pod wodę i zobaczenia wszystkiego tak jak widzą to zwierzęta żyjące tam właśnie
- znaczy ryby? - mógłbym zapytać gdyby potrafił toczyć z tatą wielogodzinne dysputy, ale ponieważ nie umiem, moje pytania i odpowiedzi proszę traktować jako potencjalne, ale nie zadane pytania, to wszystko dla uatrakcyjnienia opowieści, która mogłaby by być inaczej monotonną.
- tak, własnie. Ryby, żółwie, rekiny i ślimaki. Wszystkie te zwierzaki można zobaczyć schodząc pod wodę. Mama, tata i ciocia Maja ubiorą takie czarne skafandry, Mariusz, czyli nasz instruktor, założy nam na plecy kamizelki z butlami i zanurzymy się aż na 30 metrów, bo podczas tych zejść będziemy robić kurs nurkowania, który pozwoli nam zanurzać się na właśnie taką głębokość.
- A co jest tam na dnie. Po co tak daleko schodzić? - mógłbym zapytać, w końcu nigdy nie byłem tak nisko pod wodą, to mogę nie wiedzieć.
- Schodzenie tak nisko daje możliwość zobaczenia obiektów, które nie występują płycej. Np. zatopiony niedaleko okręt amerykańskiej marynarki z II Wojny Światowej, którego większość leży na 20-30 metrach. Chcąc go obejrzeć trzeba się tam zapuścić. Są takie żółwie, które nie wypływają płycej za dnia, bo boją się że coś je może zaatakować, a nawet zjeść.
- To ty chcesz tam jeść żółwie tato? - moje pytanie chyba nie byłoby bezzasadne.
- Pod wodą niczego nie wolno dotykać ani tym bardziej zjadać. Świat podwodny jest po to, aby się nim zachwycać, aby frunąc niemal w wodzie przepływać obok rafy koralowej i chłonąć jej piękno tylko przez fakt, że widziało się ją z tak bliska. Dźwięk wydychanego powietrza lub cisza, kiedy na chwilę wstrzyma się oddech współgra z nieograniczoną przestrzenią podwodną, nie wiadomo do końca gdzie jest koniec, gdzie początek, a limity wyznacza wskazówka ciśnienia w butli. Dopóki jest powyżej 80 barów, dopóty nic nie zakłóca tej iluzorycznej dla nurka symbiozy człowiek z oceanem. Ryby, które płyną przed maską patrzą na Ciebie i zastanawiają się, czy będziesz tu za chwilę czy nie. One z resztą mają krótka pamięć, więc podpłynąwszy za momentów kilka przed Twoją maskę znów się zastanawiają, jak długo będziesz pływać na ich podwórku.

A wszystko jest takie zniebieszczone. Takie prawie powolne i spokojne. Prawie, bo jeżeli w okolicy nie ma żadnego osobnika stanowiącego kolejne oczko w łańcuchu pokarmowym, to towarzystwo się nie spieszy, lecz kiedy się pojawia zagrożenie, nagle okazuje się że większość podwodnego tłumku, to świetni sprinterzy.

- a Ciebie nikt nie zje?- pytanie o tyle chciałem zadać, że w końcu przed moimi rodzicami jeszcze kilka lat w służbie mojego porządnego wychowania i wyprowadzenie, że się tak wyrażę, na szerokie wody.
- Nurkowanie z butlą jest bezpieczne płyniemy tam, gdzie nie ma zagrożenia, nie dotykamy niczego, a szczególnie dziwnych ryb i wracamy na powierzchnię zanim nam się skończy powietrze. Kiedyś Ciebie też tam zabierzemy i wtedy zobaczysz, czy to co Ci opowiedzialem to prawda, czy spojrzymy na to inaczej"


Na to czekałem. Obietnica zabrania mnie pod wodę uspokoiła mnie na tyle, że u nowej cioci płakałem tyle co u Ike, a potem zasnąłem na 3 godziny na pokładzie statku. Następnego dnia było już lepiej, ale brzuch mi strasznie urósł, bo ciocia okazało się, miała ciastka wszędzie pochowane i wcale nie miała zamiaru dać ich innym dzieciom.

W basenie niedawno sprawadziłem, że jeszcze nie umiem pływać, więc cieszę się w gruncie rzeczy, że reszta mojej wycieczki zrobiła kurs advanced open water divers beze mnie. Na mnie przyjdzie czas, kiedy sam o tym zdecyduję. A na razie muszą mi wystarczyć zdjecia taty z nurkowania.