poniedziałek, 16 września 2013

KAROL W AZJI - JESTEM BIAŁYM NIEDŹWIEDZIEM NA KRUPÓWKACH



Poszę się nie bać. Nie wróciłem sam do Polski i nie uciekłem do Zakopca. Użyłem tej paraleli po to, aby dać wszystkim możliwość zwizualizowania sobie moment, kiedy pojawiam się na ulicy. Ponieważ nie wielu ludzików w wieku 2 lat pokazuje się społeczności azjatyckiej na żywo, właściwie gdzie bym się nie pojawił wzbudzam poruszenie i, na szczęście, pozytywne emocje. Przeważnie kończące się tym, że któraś pani chce mnie dotknąć, pogłaskać po ręku, uszczypnąć w nogę albo zrobić sobie ze mną zdjęcie. Przyznam - nie lubię tego. Odwracam się wtedy, robię tęgie miny oraz wyciągam ręce do rodziców, aby wyratowali mnie z takiej opresji. Zdarza się jednak, iż z takiej znajomości można wyciągnąć wymierne korzyści. Takie jak:

Cukierki w hinduskiej restauracji
Banan ( którego z resztą nie zjadłem ) na targu obok chińskiej śniadaniowni.
Balonik w kształcie żółwika na paradzie w ChinaTown
Owoc wielkości śliwki od pana na targu
Liczi na przystani od pani sprzedającej owoce z koszyka

A także parę innych, których już nie pamiętam, gdyż musiałem je szybko zjeść. Bo rodzice nie do końca pozwalają mi przyjmować takie prezenciki. A cóż złego może być w takim małym, nic nieznaczącym dowodzie sympatii?

Wracając jednak do podszczypywań i poklepywań. Białe dziecko w Azji to widok niecodzienny więc musiałem przywyknąć do tego, że zaraz za uśmiechem Pani w kolejce w sklepie pójść musi chęć wyciągnięcia ręki i dotknięcia mnie gdzie by. Się pytam, czy nie mogą taty dotykać? Większy jest i łatwiej go sięgnąć. A Azja milczy i wyciąga paluszki, które zaraz uszczypną mnie pod kolanem. Życie gwiazdora łatwe nie jest.