czwartek, 25 lipca 2013

RETROSPEKTYWA PODRÓŻNICZA - DROGA DO WIELKIEGO KANIONU.

Rano był basen. Tak jak obiecali mi rodzice. Za to ich lubię - dotrzymują słowa. Chlapaliśmy się przez co najmniej godzinę najpierw w dużym, chłodniejszym basenie a potem odpocząłem w basenie malutkim, takim a la jacuzzi, gdzie woda miała ponad 30 stopni. Następnie szybki prysznic, w którym pomógł tata i godzinka na hamaku nieopodal domku. Tak, właśnie tak lubię rozpoczynać dzień.
Podróżowanie ze mną zmienia tempo przemieszczania się z punktu A do B. W NY właściwie nie byłem powodem opóźnień, ale muszę przyznać, że cały czas coś się działo, obserwowałem masę zmieniających się rzeczy, więć się nie nudziłem. A jazda samochodem jest specyficzna. Siedzi się na tylnym siedzeniu i patrzy przez tylne okno i jeżeli nie ma tam gór, to widzi się niebo. Niebo może być fascynujące, ale przez godzinę, może półtorej. Ale przez 4? Więc niestety musiałem dać do zrozumienia, że trzeba się mną zająć, że lubię towarzystwo i że nie mam już 3 miesięcy, kiedy przesypiałem całą drogę. Dlatego przeze mnie, przyznaję się bez bicia, nie dojechaliśmy do Wielkiego Kanionu tego dnia. Trochę marudziłem, trochę było mi za ciepło, trochę za bardzo wiało, trochę znudziła mi się żyrafka, którą mama przytroczyła do nosidełka i tak w ogóle to jestem w wieku, że potrzebuję dotyku rąk mamy lub taty kiedy nie śpię. Regularnie co 2 godziny wymuszałem zatrzymanie się na kawę/siku/rozprostowanie kości. Dlatego po drodze widzieliśmy zamek Montezumy, miasto Sedona, które słynie z tego, że otaczają ją fantastycznie czerwone góry, trochę przypominające Wielki Kanion, a potem zajechaliśmy do miasta Williams (choć mieliśmy wylądować we Flagstaf). Miasta, które żyje tylko z tego, że turyści gdzieś muszą spać przed wyprawą do Kanionu. Małe, z tysiącem hoteli i moteli a co najważniejsze na trasie 66, choć tata mówi, że według niego, to ta trasa biegnie gdzieś indziej. Zatrzymaliśmy się w moteliku, na którym nawet nie ma co poświęcać chwili, poszliśmy spać, a od rana ruszamy do Grand Canyon Village, gdzie będziemy mogli na własne oczy zobaczyć jeden z cudów natury.