poniedziałek, 27 maja 2013

DOKTOR cz.2

W poprzednim odcinku wprowadziłem was w temat, jak faceci postrzegają wizyty u doktora. Idźmy więc dalej.


Facet, jako ten badający wszystko szkiełkiem i okiem, może a priori zajrzeć do książeczki zdrowia dziecka, aby zobaczyć co się z maleństwem działo na poprzednich wizytach (jeżeli nie był obecny), może spokojnie zapytać żonę, czy ma jakieś specjalne pytania do lekarza ( to jest świetne wyjście, bo wtedy nie ujmując sobie nic ze swojego tatowego autorytetu, dowie się wszystkiego tego, co jest ważne i na co należy zwrócić uwagę ) a potem, będąc już w przychodni korzystać z zawsze chętnych do pomocy "zagubionym" ojcom pań pielęgniarek uśmiechając się do nich szeroko ( czyli do ósemek)

Lekarze prowadzący dzieci w zasadzie sami prowadzą wizytę (stąd chyba ich nazwa), więc nie trzeba im wchodzić w paradę. Robią swoje i mówią co z tego wynika. Warto to zapamiętać(lub zapisać, jak kto potrzebuje), bo to jest clue całej wizyty. Czy waga dobra, czy zęby wyszły, czy płucka czyste, czy serduszko bije jak trzeba. To, że dziecko czasem płacze nie zależy absolutnie od Taty. Tak się zdarza wszystkim i nie ma badań, które stwierdziłyby jakiekolwiek dewiacje statystyczne powodów płaczu u lekarza związane z płcią osoby przyprowadzającej dziecko. Przynajmniej nie są mi znane takie badania. Z resztą lekarze są przyzwyczajeni do tego, że dzieci płaczą, więc nie powinno mieć to na nich zbyt dużego wpływu. W większości wypadków są empatyczni i chętnie pomagają uciszyć maluszka.

(original pinner) The polio vacine. Our towns had to take the sugar cubes. Everyone would get in lines to get them at the local schools.  But in my school we had to line up in the hall, waiting for our innoculations - never heard of sugar cubes with the vacine in them.
Jeżeli trafia się szczepienie, to nawet lepiej, że tata jest w pobliżu bo potrzebna jest czasem silna dłoń i ręka do potrzymania młodzieży, która chce pogryźć wszystkie osoby, których zawód zaczyna się na literę P.


A najlepiej kiedy do lekarza na wizytę idzie i mama i tata. Wtedy wszystkie te chwile przeżywa się razem, w razie draki są 4 a nie 2 ręce, a dla dziecka to po prostu rodzinna wycieczka, która jest tak samo przyjemna jak wyjście do parku. No może z tym wyjątkiem, że w parku nikt nie zagląda do gardła, nie sprawdza czy pępek odpadł, nie przystawia zimnego stetoskopu do plecków i nie wbija igieł w ręce.