niedziela, 12 maja 2013

CIĄŻA Z PERSPEKTYWY MAŁEGO CZŁOWIEKA - TYDZIEŃ XXX


Znów czkawka. Nie skarżę się, bo wiem, że nic się nie da zrobić. Ja tylko tak gwoli informacji. Ale za to coś się otworzyło w moim nosie bo zacząłem czuć zapach. To ciekawe, bo teoretycznie w wodzie zapach się nie rozchodzi, ale praktycznie jest tak (o czym przekonał się nie jeden turysta z ranką na nodze uciekający przed płetwą grzbietową, która nagle ukazała się zaraz obok jego materacyka) że jednak zapach pod powierzchnią można rozróżnić. I teraz wiem, jak pachnie mama. To daje duże poczucie bezpieczeństwa, bo jak się kiedyś zgubię w domu, albo nawet na podwórku, to wystarczy, iż wciągnę powietrze nosem i już będę wiedział gdzie ona jest. A jej zapach jest taki słodki i ciepły. I trochę lepki. Pytacie jak zapach może być lepki? Sam nie wiem, ale to chyba dlatego, że to dopiero pierwszy dzień, kiedy w ogóle zacząłem coś węszynosić i moje oceny są jeszcze bardzo niedokładne i pierwotne.

Mam też wrażenie, że zmieniła mi się perspektywa. Gdyby to stało się kilka tygodni temu, miałbym kolejną schizę i zapewne uznałbym mój byt człowieczy za zagrożony na korzyść formy nietoperzopodobnej. Innymi słowy, zawisłem czupryną w dół i za nic nie mogę się odkręcić. Do tego, ponieważ zawisłem nogami do góry, obwisły mi stópki na dół, kolanka przykurczyły do brzuszka i żeby uzyskać jaką taką równowagę skrzyżowałem rączki opierając się o miednicę mamy łokciami. Normalnie występy Hudiniego przy mnie to przedszkolne Jasełka. 


Gorgeous little bat!