piątek, 28 czerwca 2013

WIEK 'nie' 2

W poprzednim odcinku podałem tylko jeden przykład możliwości negocjacyjnych. Oto drugi. 
Przykład drugi.
Karol lubi ciastka i ma tę zdolność wynajdywania ich na węch w najbardziej zakamuflowanych miejscach. Ostatnio zjadł babci, po uprzednim wyniuchaniu ich w jej torbie, sobie tylko znanym sposobem, pół paczki dropsików miętowych. Kiedy kończył zawołał, że brakuje mu pastylek i czy możemy mu przynieść KAKO (ciastko). W domu na dolnej półce odnalazł niefrasobliwie źle ukryte herbatniki. Na szczęście zapakowane w folię. Zaczął je gryźć, ale pierwszy dziab nie przedarł się przez celofan. Zauważyłem to i podszedłem do niego zagajając rozmowę
- Karol, masz Kako?
- mhm - nauczył się tego zwrotu, właściwie mruczando-zwrotu parę dni wcześniej
- i chcesz je zjeść, tak?
- Takkkk.
- A jak byśmy się zamienili? Ja bym wziął od Ciebie ciastko, a mama szybko zrobiłaby bułeczkę?
- nie
- ale bułeczka byłaby z masłem
- mimo? - to znaczy masło. Czasem mleko, ale w tym wypadku znaczyło masło
- tak z masełkiem, dasz się namówić?
Kawałek bułki z masłem, jest przez nas traktowany jak mniejsze zło, w starciu z herbatnikiem jest dla nas ewidentnym  wygranym.
- mmmmmm, takkkk



Sukces. Nie sądziłem, że może odpuścić ciasteczko do kawałka bułki z masłem. Dlatego zawsze należy próbować, sprawdzać, bo czasem najbardziej nieprawdopodobna propozycja może być rozpatrzona pozytywnie. A o to chodzi w tym związku małego człowieka z dużym, aby i wilk był syty i Manchester City. A potem można śmiało startować na dyrektora handlowego dużego dystrybutora tekstyliów lub napojów. Negocjacje roczne z sieciami to spacerek po plaży w Sopocie w porównaniu z negocjacjami warunków nie przychodzenia o 4 nad ranem do łóżka rodziców. Mówię wam....