niedziela, 9 czerwca 2013

TATA, KAKA, TAŃ!




Któregoś dnia, tak około 16 miesiąca nadszedł dzień, kiedy wstałeś Karolku rano, małymi zaspanymi oczkami rozejrzałeś się po swoim pokoju, wyszedłszy z dziury, którą Ci z Mamą zostawiamy w Twoim łóżku, ruszyłeś na codzienną trasę relacji Twój pokój - łóżka rodziców i cały czas zdmuchując sen z powiek myślałeś w jaki sposób opowiedzieć o tym, co Ci się w głowie ułożyło. A ułożyło Ci się dużo, bo już poprzedniego dnia, kiedy po przebyciu identycznej trasy wpakowałeś się nam na poduszki, widziałem że chcesz nam powiedzieć coś wielkiego. Że jesteś gotowy na to, żeby pierwszy raz w życiu wypowiedzieć zdanie, które składało się będzie nie tylko z jednego słowa, nie tylko z podmiotu określonego tak, że polonista nie nazwałby tego nawet równoważnikiem zdania, ale z okrągłej formy leksykalnej, której sens nie pozostawia wątpliwości.

Kiedy otworzyłem jedno oko tak, żebyś tego nie widział, zobaczyłem Ciebie siedzącego na dywanie przed naszym łóżkiem wpatrującego się w nieskończoność tak, że pomyślałem, iż albo toczy się w Tobie jakaś mentalna bitwa myśli, albo jeszcze na tyle jesteś nieobudzony, że umysł już może dzień rozpocząć, ale członki jeszcze chętnie pospałyby z 15 minut.

Siedziałeś tam, a pod kopułą kłębiły się myśli, które mniej więcej tak bym odczytał:
- No dobrze. Wstałem. Przejście ode mnie do rodziców pochłonęło tyle energii, że jestem wykończony. Maraton przy tym co mi się udało tu dziś zrobić to mała przebieżka po placyku zabaw. I to nie pierwszy raz mi się to zdarzyło, gdyż trasę tę przemierzam codziennie. Hej rodzice! Wy śpicie, a tu się historia tworzy. Lekkoatleta wam rośnie, słyszycie? Siedzę więc taki zmarnowany na dywanie, a Tata udaje, że śpi. Lekko uchyla jedno oko, żebym nie widział, że podpatruje co robię. Ludzie, jacy Ci moi rodzice są naiwni! Do rzeczy jednak. Witki mi opadły, energii znikąd, a dzień trzeba rozpocząć. Zawsze o tej porze tata albo mama przygotowują mi porcję kaszki na mleku. I podejrzewam, że dziś też uratowałaby mnie taka opcja. Ale kto powinien wstać i ją zrobić? Mama leży od brzegu, ma bliżej, a Tata od ściany. No to Tata. Skupiam się. Myślę. Chcę powiedzieć "Tato, czy mógłbyś wstać z łóżka, pójść do kuchni i przygotować mi tę pyszną kaszkę, którą mi zawsze rano z mamą serwujecie? Proooooszę?"...

School kids in Britain were given milk daily as families struggled to provide a good diet with calcium during hard times. Margaret Thatcher in her role as Education Secretary, suspended free school milk, earning her the moniker of "Thatcher the Milk Snatcher"

Otworzyłeś ustka i już miałeś zacząć piękną polszczyzną, bo takie będą rzeczypospolite, jaki ich młodzieży chowanie, kiedy z Twoje małego gardziołka wydobyły się trzy, jakże ważne i znaczące słowa
- Tata, Kaka, Tań!

Ponieważ wiedziałem, jak wiele kosztowała Cię trasa, jak ciężko było to zdanie ułożyć, bez ociągania wstałem, poszedłem do kuchni, gdzie dostałeś całą butelkę Twojej ambrozji, tym razem z dodatkową łyżeczką kaszki za trud tego poranka. Trzy słowa, a ile radości i dumy.