wtorek, 13 sierpnia 2013

RETROSPEKTYWA PODRÓŻNICZA - YOSEMITE


Pierwszy raz, kiedy usłyszałem tę nazwę, byłem przekonany, że rodzice parodiują czeski dubbing filmu o sympatycznym przybyszu z kosmosu Stevena Spielberga. Jo Sem E.T.. Tak jak "Jo sem nietoperek" w przypadku Batmana. A okazało się, że to bardzo przyjemny park narodowy, który najbardziej popularny jest z tego, że jest tam bardzo wiele tras do chodzenia po nich, kilka niezmiernie uroczych wodospadów i miejsc do piknikowania. Już o tym wspominałem, że Amerykanie lubią piknikować i ten park właśnie do tego się nadaje fantastycznie. Parkingi w okolicach najpiękniejszych miejsc do zwiedzania pozwalają dotrzeć do celu szybko a potem tylko trzeba rozłożyć jedzenie i chłonąć przyrodę. I jedzenie.

Oglądając mieszkańców i patrząc na to jak wyglądają sklepy i restauracje jasnym się staje, dlaczego w Stanach jest największy odsetek ludzi z nadwagą. Jakość taniego jedzenia jest tak słaba i napchane one są taką chemią, że jedzenie tego nie tylko zaspakaja głód, ale także wpływa negatywnie na wszelką przemianę wszelkiej materii z racji właśnie na tę chemię. Biorąc pod uwagę, że w bardzo popularnych tu hamburgerniach najtańszy hamburger kosztuje 1$, a w supermarkecie chleb z półki tych tanich można spłaszczyć do grubości placka ziemniaczanego jedną ręką - widać, że niedrogie jedzenie jest bardzo napompowane i dostępne wszędzie. Za to zwykła dla nas bagietka francuska kosztuje ponad 3 dolary. Oczywiście dla Amerykanów 3 dolary to nie jest pieniądz, ale skoro można kupić dmuchany chleb, który wytrzyma 2 tygodnie za 1,5$ to po co kupować bułkę, która po 3 dniach nie będzie już taka chrupiąca i smaczna.
W parku narodowym Yosemite widziałem piknikujące dzieci wcinające hamburgery i mimo iż sam jestem jeszcze licencjonowanym mlekopijem to jak poczułem zapach takiej kanapki z wołowiną, ślinianki dały znać o sobie. I wtedy zdałem sobie sprawę z faktu, że to jedzenie jest tak zdradliwe, bo jest smaczne i zawsze znajdą się jego fani. A dzieci przecież nie wiedzą co im szkodzi i jedzą to, na co im rodzice pozwalają. Moi rodzice, jak widzę, starają się dawać mi w miarę zdrowe jedzenie (oczywiście z wyjątkiem pizzy, jaką dostałem kilka dni temu) ale to jeszcze nie jest pełnia szczęścia, bo już jestem sześciomiesięcznikiem i chciałbym trochę więcej niż mleko a potem raz na 3 dni jabłuszko albo ryżyk. Mam tylko nadzieję, że chude miesiące miną i będę jadł dobrze i zdrowo. Z góry dziękuję.