niedziela, 18 sierpnia 2013

RETROSPEKTYWA PODRÓŻNICZA - POWRÓT DO DOMU I PODSUMOWANIE


Wróciliśmy do Nowego Jorku na dwa dni, a potem wsiedliśmy w samolot do Warszawy i rozpoczęliśmy podróż powrotną. Zawsze na końcu pewnego etapu, a takim niewątpliwie jest moja pierwsza podróż do USA, należą się jakieś podsumowania.

RODZICE - o nich napisałem wiele, ale trzeba przyznać, że byli dzielni. Kiedy pierwszy raz usłyszałem, iż chcą mnie zabrać w podróż na drugi kontynent, to te kilka moich włosów na głowie wręcz się zjeżyło. Potem okazało się, że nie taki straszny diabeł jak go malują. Kilka razy mi dokuczyli zbyt dużą ilością przesiedzianych godzin w foteliku samochodowym, ale za to jak im odpłaciłem lekką awanturką w samolocie. Poza tym musieli się nauczyć, że ja się cały czas zmieniam, a fakt, iż tego nie pragnęli właśnie podczas tej podróży nie miał na to żadnego wpływu. W drodze do NY spokojnie sobie usnąłem na start, possałem rodzicielkę na lądowanie, a podczas całej podróży w miarę sobie dawałem radę z nudą. Podczas lotu z San Francisco do NY było już śmieszniej, bo akurat wybiłem się z rytmu spania i chciałem odkrywać. Chciałem dotykać, smakować, śmiać się i skakać, a tu się ciemno zrobiło i ludzie zaczęli iść spać. Więc musiałem ich pobudzić, bo taki fajny dzień, a oni jacyś tacy smutnawi. Poza tym wszystkim to zbliżał się dzień zwany przeze mnie fekalnym, co oznaczało, że miałem zamiar załatwić na amen kolejną pieluszkę, a te dni przeważnie poprzedzają delikatne pobolewania jelitka grubego. Więc trzeba było się trochę poruszać i pomarudzić. Podobnie, choć już z zupełnie innego powodu, zachowałem się na początku lotu do Warszawy. Samolot taki duży, wielki ekran nad moją głową, więc o spaniu zapomniałem zanim jeszcze zdążyłem o nim pomyśleć. A kubeczki z kawą jakie smaczne!
Ale mimo to rodziców nie udało mi się ani razu wyprowadzić z równowagi, cały czas nazywali mnie swoim pępuszkiem, a jak już było bardzo blisko od doprowadzenia mamy czy taty do stanu wrzenia, rzucałem im swój szelmowski uśmiech raz lub dwa i sprawę to właściwie załatwiało.
JA - Ja sprawiłem się świetnie. Nie chorowałem (może poza drobnym katarem, który był przyczynkiem do codziennej dawki emocji, jaką stosowali rodzice wobec mnie. Mieli ze sobą taką rurkę zakończoną ustnikiem, którą to rurkę wkładali mi do nosa, a potem ciągnęli z całej mocy ssącej płuc, co odczuwałem jakby ktoś chciał mi zrobić liposukcję mózgu. Jak będę starszy, to obiecuję, że zemszczę się na tacie i mamie podstępnie wkładając im końcówkę od odkurzacza [o otworze jeszcze nie zdecydowałem] i nastawię na 1500 watów, a następnie podłączę do prądu. Niech poczują, jakież to fantastyczne uczucie), nie byłem niegrzeczny, nie zaczepiałem innych w celach molestowania, nie wydałem ani grosza i sprawiałem, że cały czas się moi starzy uśmiechali. Ponadto, w większości wypadków mogli przejść odprawę bagażową szybciej, przy okienku dla biznesu albo niepełnosprawnych, do samolotu wpuszczano ich jako pierwszych, przepuszczano ich w przejściach, otwierano im drzwi i w ogóle mieli ze mną super.
USA. Pisałem już o tym tak wiele, że pewnie nic mądrzejszego nie wymyślę. Generalnie rzecz biorąc to dobry kraj do podróżowania, wszędzie właściwie są przebieraki i to nie tylko w damskich łazienkach, drogi są proste, krajobrazy zabawne, ludzie uśmiechali się do mnie dużo więcej niż w Polsce, więc można wnioskować, że są szczęśliwi, miasta są ogromne, a lotniska mają wielkość dwudziestu centrum handlowych Arkadia.
JEDZENIE. Jedzenie jest fajne, choć jak już pisałem, nie każde. Ale smaków wielość przyprawia o drgawki i dziki, hipnotycznie wwiercający się w potrawy wzrok.
PODRÓŻOWANIE Z MAŁYM DZIECKIEM. Gdybym chciał, byłoby porażką, ale ponieważ daję moim rodzicom tak wiele, jak od nich dostaję postarałem się wynagrodzić trud podróży i chęć zabrania mnie ze sobą. Polecam wszystkim rodzicom nie rezygnowanie ze swoich podróżniczych marzeń przez nas - dzieci, bo jak pokazuje przykład, przy odrobinie dobrej woli da się podróżować i cieszyć z wycieczki nawet z 6 miesięcznym, nieopierzonym ssakiem. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, i do dobrze sobie go wziąć do serca, iż nie wszystko to co się zaplanuje uda się zrealizować. Secundo, traktować należy malca jak trzeciego, pełnoprawnego podróżnika i uważać na, a właściwie z braku możliwości komunikacji z dołu na górę, antycypować potrzeby i dostosowywać plan dnia do nich właśnie. To tak jakby tatę bolała noga i jednego poranka nie mógł zwiedzać miasta. Wtedy zostaje się w domu, restauruje się siły, a potem ze wzmożoną mocą uderza w twarz przygodę. Gdy widać, że dziecko nie jest tego dnia w formie, należy potraktować to tak samo poważnie, jak boląca noga taty, bo bobas też ma gorsze i lepsze dni, humor na wędrówkę i na dłuższe pospanie. Mając to na uwadze - nie powinno być problemu. Im dziecko starsze, tym sam program wycieczki powinien obejmować obszary zainteresowania najmłodszego uczestnika, ale powiedzmy w tym wypadku, to jeszcze mi było trochę wszystko jedno. Byle być blisko rodziców.
Po trzecie - właśnie bycie blisko jest celem samym w sobie, bo budząc się nieraz w obcym miejscu, szukałem wzrokiem mamy albo taty i tylko dopiero wtedy, kiedy znalazłem ich śpiących obok wiedziałem, że wszystko jest ok, że to nie mój dom, ale jestem bezpieczny i nic mi nie grozi. Bo podczas wakacji w obcych miejscach nasze rytuały są mocno naruszone i często właśnie dlatego czujemy się niespokojne. Stąd ważne dla mnie było, aby zawsze kiedy nie wiedziałem gdzie jestem znaleźć punkt zaczepienia mojego wewnętrznego spokoju, jakim był widok mamy lub taty i wtedy wiedziałem, że dom nie jest tam, gdzie moje łóżeczko, tylko tam gdzie jest mama razem z tatą, a ja z nimi.
Bardzo wam dziękuję moi rodzice, że mogłem być w tym domu na kółkach razem z wami przez te ponad trzy tygodnie. I przyjmuję podziękowania od was dla mnie, bo na pewno takie chcielibyście mi złożyć. Bardzo proszę. Na zdrowie.

Teraz czekam tylko na kolejną wiadomość o tym, że wyjeżdżamy, a jeżeli zaaprobuję destynację, to już właściwie nic nie będzie stało na przeszkodzie, aby wyruszyć w kolejną podróż. No już się nie mogę doczekać.