czwartek, 4 kwietnia 2013

ŚMIECH

Wiesz Karol, czego się od Ciebie uczę?
Uczę się od Ciebie tego, że można się śmiać ze wszystkiego, a to bardzo pomaga iść do przodu. Im jesteśmy starsi tym bardziej nie chce nam się śmiać, nawet z rzeczy, które powinny nas śmieszyć.
A Ty pokazujesz, że można się chichrać nawet z tego, kiedy nagle wyjrzę zza winkla i powiem przeciągłe słowo, które w Twoim języku może znaczyć cokolwiek. Śmiejesz się z tego, kiedy podrzucam ręcznik do góry, śmiejesz się kiedy polewam Cię wodą z butelki po szamponie, śmiejesz się kiedy zakładam skarpetkę na rękę i udając pacynkę wydobywam z siebie głos potwora skarpetkowego mówiąc
- Cześć Karol. Mam zjeść Ci brzuch?
A Ty odpowiadasz
- Nia
- To może zjem Ci ucho?
- Nia
- A może nogę?
- Dak - nagle zgadzasz się i unosisz stopę na wysokość mojej ręki uzbrojonej w skarpetę i na Twoich ustach pojawia się promyk radości.

My duzi ludzie tracimy tę zdolność. Jakby połączenia międzykomórkowe w mózgu odpowiedzialne za radość i śmiech wapnieją i stajemy się bardziej smutni.

I jak tak siedzimy sobie na dywanie a Ty karmisz pluszowego Shreka jabłkiem, to myślę sobie, że w sumie to jest zabawne i właśnie dlatego, że to Ty mi pokazujesz iż należy się z tego cieszyć na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. To jeszcze nie rechot, ale obiecuję Ci, że będę nad tym pracował.