niedziela, 7 kwietnia 2013

CIĄŻA Z PERSPEKTYWY MAŁEGO CZŁOWIEKA - TYDZIEŃ I

Może w to nie uwierzycie, ale dzieci od samego początku myślą. Nie potrafią pisać, ale gdybyśmy wyobrazili sobie, że wszystko to co myślą jesteśmy w stanie usłyszeć, to wiele byśmy usłyszeli. 

Załóżmy, że udała mi się ta sztuka i usłyszałem, to co Karol mówił podczas ciąży. Nawet jeżeli w to nie wierzycie, to posłuchajcie, bo bardzo ciekawe, co mi opowiedział. 


Kiedy byłem zygotą.
Można powiedzieć też kiedy byłem stanem zaraz po tym, jak haploidalna gameta męska połączyła się z haploidalną gametą żeńską, ale po pierwsze nie znam jeszcze takich słów , a po drugie, ktoś może poczuć się urażony i nie chcieć czytać dalej.
Nie mniej jednak, podobno rosyjscy naukowcy (bo właśnie żeby wprowadzić wszystkich w stan naukowego uniesienia otworzyłem tekstem rodem z podręcznika do ginekologii) odkryli, że ludzka świadomość rozpoczyna zapis dokładnie z momentem zapłodnienia.
Ludzie, przecież nie trzeba być naukowcem, żeby wiedzieć, że tak jest. Nie wszystkie  maluchy potrafią przypomnieć sobie szczegóły życia płodowego, ale ponieważ cały czas doskonale pamiętam jak to było, to chciałbym, żeby świat o tym usłyszał, co się działo przez ten cały czas.  Może uda się wnieść do ciała nauki wielki kamień milowy. Może uda się podnieść stan wiedzy na temat życia prenatalnego. Może uda się mieć, będąc jeszcze pacholęciem, swój wkład w rozwój! Tak czy inaczej, oto moje zapiski, jakie robiłem sobie zaraz po tym jak usłyszałem wielki krzyk:

Tydzień pierwszy.
Na początku było ciemno, ciepło, wilgotno i usłyszałem krzyk. Kobiecy, długi i przenikliwy. 
- Genesis - pomyślałem - albo potop - dodałem i zastanowiłem się nad stanem rzeczy. Przed chwilą jednak komórka obiła się o drugą i nagle ni z tego ni z owego dostała się do środka. Kiedy kliknęło, nagle zacząłem słyszeć. Jeszcze nic nie czułem. Tylko słyszałem. Jakbym był wielkim uchem, które jest tak wielkie że nikt nie wie, gdzie się dokładnie zaczyna, gdzie kończy, gdzie ma strzemiączko a gdzie kowadełko i z racji faktu, że jest nieskończone, wszyscy traktują je tak, jakby go w ogóle nie było. Jak kosmos. A ono jest i słyszy. I ja właśnie byłem takim jakby uchem. Tyle że nieskończenie małym. Ale piekielnie dobrze słyszącym i potrafiącym zbierać myśli. Miałem dopiero dwie komórki, nie wiele, a zarazem tak wiele. Uznałem, że muszę się zdrzemnąć.