piątek, 19 kwietnia 2013

CIĄŻA Z PERSPEKTYWY MAŁEGO CZŁOWIEKA - TYDZIEŃ XI


Poranek był ciężki. Budzenie, gimnastyka, obchód. Jak co dziennie robiłem przegląd organów, nowo-rozwiniętych członków, kiedy będąc w okolicach tzw rectum zauważyłem, iż czegoś tam brakuje. Nie zgadniecie, jak ucieszyłem się, kiedy okazało się, iż ogonek zaniknął. Świadczyło to o tym, iż moje nadzieje nie są do końca pogrzebane, że człekokształtny koszmar, który od kilku tygodni spędzał mi sen z nibypowiek mógł być tylko fikcją.

I wtedy usłyszałem ten dzwięk. Każde dziecko słyszało go choćby raz w swoim płodowym życiu. Wysokie częstotliwości całkowicie zagłuszyły moją radość z niebycia małpiszonem. Pisk dochodzący z zewnątrz brzucha mamy był przenikający aż po świeżo wykształconą śledzionę, zalążek wątroby i początkujący żołądek. Ktoś mnie podglądał ultradzwiękami. Zakładam, że to mama i tata, ale dlaczego tak głośno? Gdyby tylko wiedzieli, jakie spustoszenie sieje ultrasonograf w moim małym umyśle, pewnie by się zastanowili dwa razy, ale widać z tego nie wiedzieli. Dlatego zdecydowałem, że będę utrudniał zaglądanie im do mojego małego pęcherza płodowego i odwracał się będę tak, żeby niczego nie mogli zobaczyć. A co mi tam.