niedziela, 18 października 2015

KAROL W JAPONII - miasto Tokio

To bardzo duże miasto. Mówi się, że na całym szeroko wziętym obszarze mieszka ponad 12 milionów ludzi. To około 10% populacji Japonii więc wynik to nie mały. Z naszego punktu widzenia, bo to dopiero kilka dni, miasto jest różnorodne i łatwo dostępne. Te dwa przymiotniki powtarzają się w mojej głowie najczęściej. Różnorodne, bo przeplata się w nim historia, do której Japończycy są bardzo przywiązani, z nowoczesnością, z której Japończycy są znani. My mieszkamy w dzielnicy, która raczej preferuje historię, ale drugi przymiotnik wynagradza naszą lokalizację z nawiązką. Linii metra jest tu tyle, że trudno policzyć a do tego jeżdżą linie naziemne, które oplatają miasto dokładnie i szczelnie. Linie prywatne, linie miejskie, linie metra, linie kolejowe - wsiadasz i jedziesz. Gdzie sobie zażyczysz. Przejazdy trwają długo bo i miasto jest duże, ale czystość stacji, komfort jazdy, punktualność kolejek - jak w opowiadaniach o miastach przyszłości.



Ludzi jest bardzo dużo i widać ich na ulicach. Są od nas inni, ale nie patrzą na nas jak na innych. Są bardzo mili i pomocni ale wyglądają dziwnie. Lubią się przebierać. Choć może to ich codzienne ubranie - dla nas nieprzywykłych do takiej ekstrawagancji wyglądające na bardzo odbiegające od normy - jest akceptowane przez społeczeństwo. Wysokie buty na dziwnych koturnach, rajstopy ze wzorkami przypominającymi hello kitty, makijaż mocny i we wszystkich odcieniach czerni, kapelusze i czapki, o dziwnych kształtach i kolorystyce, dziecięce okładki na smartfony, które czasem są większe od samych telefonów, bielizna (a wiem to obiektywnie, gdyż odwiedziłem sklep marki, dla której pracowałem przez kilka dobrych lat) która wygląda jakby była zaprojektowana dla dwunastolatek, które cały czas lubią bawić się "my little ponny"(szukałem na innych piętrach czegoś bardziej kobiecego, ale nie udało mi się znaleźć zbyt wiele). To wszystko pokazuje, jak bardzo inni są Japończycy od nas. Jak inni są nawet od innych krajów azjatyckich. W tym technologicznym zaawansowaniu i chęci czerpania z tradycji (do ślubu idą cały czas w kimonach i w klapkach jak za samurajów) zaplątana jest ich własna droga estetyki (nasiąknięta jednak wpływami z Chin). Droga z milionem ukłonów przy powitaniu, droga która nakazuje podawać nawet pieniądze przy wydawaniu reszty dwoma rękoma i z ugięciem w pasie oraz zabawie na całego przy dźwiękach Karaoke. 





W Tokio powierzchownie widać też wpływy Amerykańskie. Główna luksusowa ulica handlowa zwana japońskim Fift Avenue jest przepełniona markami z USA. Nawet mają tam lodziarnie Ben&Jerry's. Myślę sobie, że wpływ tego co za oceanem jest tu widoczny. Widziałem tylko przebłysk, ale gdyby się zgłębić to można by pewnie coś ciekawego zaleźć. 

Japończycy wydają się być konsumpcyjnymi. Znaczy Ci co mieszkają w Tokio, bo dalej się zobaczy dopiero. Jest tu dużo kawiarni, dobrych i mniej dobrych restauracji, salonów gier w dziwne gry, gdzie siedzi masa starszych lokalesów i wrzucających pieniądze zamieniając je na jakieś dziwne srebrne kulki, jest spora ilość centr handlowych ze światowymi markami i ulic z badziewiem nie tylko dla turystów. Owszem, po azjatycku ale w wydaniu lux. Czysto i schludnie. 


Tłum płynie po ulicach nie za szybko. I to jest inne niż w innych wielkich metropoliach azjatyckich. Może to tylko wrażenie, ale to poukładanie wpływa na poziom chaosu. Pozytywnie oczywiście. 

Wszędzie jest pełno jedzenia i ewidentne Japończycy są wzrokowcami bo zamiast listy dań na witrynach wystawione są tu plastykowe atrapy potraw, które zachęcaja do zakupu. Atrapy bardzo dobrej jakości. Czasem prawie identyczne. W pierwszej chwili mnie to zniechęciło, bo te potrawy wyglądają dziwnie, kiedy są przyczepione do ściany a nadal grawitacja nie powoduje ściekania idealnie zaimitowanego polimerem sosu pomidorowego na udającym mięso lateksie. Ale potem pomyślałem sobie, że to są takie gazetki 3D i że przecież w domu, na reklamie w TV dym z zupy też nie jest prawdziwy. A tu mamy do czynienia z prawdziwym dziełem sztuki parakulinarnym. 

Karol polubił kluski i troszkę Sushi. Głównie ryż i krewetki w tempurze, ale głodny nie chodzi. Bo cieżko chodzić głodnym w Tokio, kiedy co drugi lokal na ulicy to restauracja. Dziś wiem, że Japonia to nie tylko ryba na ryżu, ale także zupy, makaron w sosie, wieprzowina w różnych wydaniach. Jestem ciekawy co przyniesie dalsza podróż, bo kulinarnie jak na razie jestem usatysfakcjonowany.