wtorek, 4 sierpnia 2015

X

Myślałem, że nie chcę przelewać tych emocji na klawiaturę, ale z drugiej strony pewnie wszyscy, którzy spotkali się ostatnio z tragedią jaka spotkała jednego z rodziców zastanawiają się jak bardzo niesprawiedliwy jest los kiedy zabiera rodzicom dziecko. Więc oto moje myśli - ojca dwójki malutkich dzieci. 

Jak bardzo wielki smutek musi wlać się w serce rodzica, kiedy tak brutalnie przestaje istnieć możliwość powiedzenia choć jednego słowa do swojego ulubionego słuchacza, jak bardzo boli widok książek na półce w pokoju dziecięcym i jak boleśnie pachną ubrania, które rozrzucone po pokoju ostatni raz trzeba zebrać. Nie ma skali, która pozwoliłaby na określenie jak wielki bezmiar rozpaczy huczy w człowieku w takiej chwili. Myśląc o tym nawet nie zbliżam się procentu cierpienia osoby, która musiała takie doświadczenie przeżyć. A jakby się tak zastanowić to wypadków takich jest pewnie dużo, tylko nie słyszymy o nich. 

Współczuję - to znaczy odczuwam echo tego co tacy ludzie wtedy odczuwają. To echo, choć jest tylko echem jest wystarczajaco mocne, żebym po takiej wiadomości usłyszanej gdzieś w przelocie dnia codziennego musiał na chwilę schować się gdzieś, gdzie jest cicho i starając nie wizualizować sobie tego personalnie wziąć 2 oddechy i iść dalej. Mam ten komfort, że mogę iść dalej. Kiedy pomyślę o tych, co nie mogą tego zrobić przejmuje mnie smutek. Wiem, że bez porównania, ale i tak wielki. 

Czy to oznacza, że należy zamknąć dzieci w klatce, żeby im sie nic nie stało? Ja mimo wszystko nie umiem, choć od jakiegoś czasu wolniej jeżdzę samochodem, przejeżdżając przez pasy bardzo uważnie rozglądam się i staram się ograniczać te elementy, które zależą ode mnie w bezpośrednim kontakcie ze mną. 

Chciałem pomyśleć co bym powiedział, gdybym musiał coś powiedzieć do osoby dotkniętej taką tragedią, ale... nic bym nie powiedział. Nie sądzę, żeby jakiekolwiek słowa mogły cokolwiek w takiej sytuacji zmienić. Tylko czas w takim wypadku może.