czwartek, 13 sierpnia 2015

MALI HEJTERSI


Myślę sobie, patrząc na to jak bardzo nasze dzieci siąkną od nas nasze poglądy, jak kopiują nas w masie swoich zachowań, jak bardzo jesteśmy dla nich przewodnikami. Dzieci porozumiewają się tak bardzo językiem ciała i tak bardzo nie potrafią jeszcze na poziomie emocjonalnym kłamać, że wyobrażam sobie, jak świetnie dzięki temu odczytują naszą mowę ciała, nasze grymasy i to co na prawdę myślimy - nie mówimy, a pokazujemy. 

Dlatego osoby, które kierują się nienawiścią i mają głęboko schowany cel krytyki innych a także narzucenia im swojego zdania, mają taki właśnie wpływ na swoje dzieci. Jeżeli ktoś znajduje czas na to, aby mając (całkiem słusznie, bo czemu nie) nawet mocno ugruntowane przekonania wobec otaczającej go rzeczywistości, wyrażać swoje zdanie na zasadzie "świat powinien być taki, jak ja uważam; nie powinno się robić rzeczy, które są niezgodne z moimi wartościami społeczno/moralno/religijnymi; ludzie którzy robią lub myślą inaczej są źli" muszą mieć do swoich przekonań bardzo dużo emocji. Albo te emocje są spowodowane brakiem pewności siebie w swoich przekonaniach albo ślepym patrzeniem w jednym kierunku bez chwili zastanowienia, czy może jednak są inne opcje, nie koniecznie lepsze, ale inne. 

Tacy ludzie, którzy na siłę chcą zmieniać świat na swoją modłę uważają, że mają prawo mieć wpływ na innych. A tym bardziej na swoje dzieci. Nawet jeżeli świadomie pilnują się, żeby tego typu teksty nie przenosiły się z poziomu dorosłych na poziom dzieci, to w zachowaniach, gestach, komentarzach a nawet samopoczuciu się to przenosi. A potem dzieci, jako że rodzice się dla nich naturalnymi przewodnikami na początku świadomego życia, podejmują ten sam dyskurs wchodząc a to w nietolerancję, a to w homofobię albo w nacjonalizm. 

Od pewnego momentu przejmujemy na siebie odpowiedzialność prowadzenia dziecka za mentalną rękę i ręka ta jest tak łagodna jak my sami, albo tak szorstka, jak słowa które wypowiadamy lub myśli które generujemy. 

Bycie otwartym pokazuje także, że nie jesteśmy konserwą, bo akceptujemy to co przynosi nowego świat. Nie musimy się z tym zgadzać, możemy mieć odmienne zdanie, ale szanowanie inności jest wartością. To wraca - bo jeżeli pokażemy, że potrafimy szanować inność, to może okazać się, że cały świat pójdzie tak do przodu, że to my właśnie zostaniemy jako ci "INNI". I wtedy lepiej byłoby, żeby cała reszta nas szanowała i akceptowała, a nie chciała zmieniać. 

Trzeba mieć w sobie także odwagę, żeby przed naszymi dziećmi powiedzieć - "Uczę się od Ciebie rzeczy, których nie miałem możliwości nauczyć się bez Ciebie. Moje zdanie na temat świata zmienia się od chwili Twojego przyjścia na świat. Jestem bardziej otwarty na rzeczy, od kiedy jesteś. Czerpię z Ciebie tak jak Ty czerpiesz ze mnie. Jestem lepszy dzięki Tobie. "

Jeżeli nie możemy tak powiedzieć, a język w którym brakuje miłości do drugiego człowieka niepodzielnie panuje między rodzicem-światem, a przez to także między dzieckiem, nienawiść i brak wyrozumiałości będą rosły w siłę. W domu, w rozmowach między ludźmi, w uczuciach. 

Jestem odpowiedzialny za to, czym kieruje się moje dziecko. Jeżeli pokażę mu, że człowiek, niezależnie od płci wiary, poglądów, koloru skóry, orientacji seksualnej jest wartościowy przez to co robi, jakie emocje przekazuje, jak potrafi pomóc i czym się podzielić, a nie dlatego, że należy do jednej czy do drugiej grupy społecznej, będzie mojemu dziecku łatwiej potem rozmawiać z ludźmi, słuchać ich i czerpać te dobre rzeczy. I mówić językiem wypełnionym zrozumieniem, empatią i chęcią słuchania. 

Może wtedy zniknie z naszego słownika bardzo popularne słowo zaczerpnięte z angielskiego, które określa tych, którzy niosą i świecą w oczy kagankiem nienawiści. 
źródło zdjęcia: https://www.etsy.com/listing/205446965/dont-hate-rainbow-graphic-baby-bodysuit?ref=unav_listing-same