wtorek, 14 stycznia 2014

Z SERII KLECHDY DOMOWE

Karol leży w łóżku. Ogląda książkę, której celem jest zapoznać dzieci z kształtami i kolorami.
-  A jaki to kolor? - pytam wskazując na zielony.
- Zielony - odpowiada Karol. To wie, w końcu zawsze na skrzyżowaniu krzyczy "no tata, jedź!" kiedy przełączą się światła z czerwonego na zielony właśnie.
- Świetnie - odpowiadam i przekręcam stronę na kolejną - a to?
- Nie wiem - odpowiada, choć wiem, że wie.
- Wiesz.
- Czerwony - uśmiecha się jak sądzę z tego powodu, iż uznał, że żart się udał.
- A ten? - na następnej stronie pokazuje mu biały talerzyk, mydło i mleko w dzbanku.
- Nie wiem - odpowiada, a ja ufam mu, że nie wie.
- No, ale zastanów się. Pasta do zębów ma taki kolor, ściana obok nas. Nie chcesz zgadnąć?
- Nie pamiętam.
- Na pewno wiesz - mówię po raz ostatni, bo nie chcę wracać w koszmarach nastolatka, jako ten, który nigdy nie dawał za wygraną
- Żaden.
- Proszę?
- Żaden, Tata, żaden, no.

Bo przecież biały, w oczach dziecka to nie kolor. To tak jakby wszystko to, co zostanie jak się zabierze wszystkie kolory. Genialne, prawda?

Cały czas zapominamy, że dzieci rodzą się genialne. A my dorośli, tłumacząc, że biały to biały spłycamy tę rzecz niemożebnie. Ach....