poniedziałek, 11 stycznia 2016

PRZEMYŚLENIA POŚWIĄTECZNE



To taka pierwsza Wigilia, kiedy w komplecie z dwójką dzieci zaczęliśmy świętowanie z rodziną w pełnym, przynajmniej jak na ten czas składzie. 

Poprzednia Wigilia była bardzo inna i prawdopodobnie już nigdy tak nie będzie dane nam jej przejść. Bo Klara, która urodziła się dokładnie rok przed tegoroczną Wigilią zamieszała nam czas tak dokładnie, że trudno mówić o normalnych Świętach. A może właśnie te Święta były normalne bo w końcu obchodzi się rocznicę urodzin, a to wydarzenie dotknęło nas w zeszłym roku bardzo osobiście. 

Narodziny Klary uzmysłowiły mi, że teraz sytuacja jest zupełnie inna, niż było to w przypadku, kiedy przyszedł do nas Karol. Dla niego uniwersum miało cztery nogi i cztery ręce a dla Niej ewidentnie otoczenie składało się z trzech osób. Bo Karol równoważnie ze mną i mamą ma bardzo silny wpływ na rozwój małej Klary i udowadnia niniejszym, że nie trzeba być dużym, żeby kogoś czegoś nauczyć. Wcześniej już zdałem sobie sprawę, że Nas – rodziców może nauczyć wiele, ale my jesteśmy świadomi tego faktu i chętnie się temu niejako nastawiamy. Ona  natomiast ma dopiero 12 miesięcy i jeszcze długo, długo nie będzie miała takiej świadomości jak my. A On, niczego sobie nie robiąc z tego faktu nieświadomie pokazuje jej jak szybko być dzieckiem i czerpać z tego stanu całą wielką radość, uczy Ją np. wygłupów i krzyków podczas gonitwy, uczy Ją przytulasów, uczy Ją siedzieć razem i czytać książkę z obrazkami, uczy Ją jak chlapać w wanience wodą po oczach, uczy jak walić młotkiem po kanapie, pokazuje jak dzielnie przejść przez inhalację, a także jak się głośno śmiać albo płakać. Wszystkiego tego my Jej nie nauczymy. Tylko On.

Mamy więc kompletną rodzinę, która uzupełniona nową krwią samouczy się i doskonali połączenia pomiędzy członkami. Siedzę sobie czasem w kąciku i obserwuje niczym zazdrosny sąsiad jak dzieci tworzą swój własny świat i jak powstają między nimi sytuacje gruntowane emocjami. Czasem mniej czasem bardziej pozytywnymi. 

A Święta są takim czasem, że człowiek patrzy sobie trochę w przeszłość i stara się podsumować to wszystko co mu w danym roku wyszło, żeby potem przy dzieleniu się opłatkiem z  najważniejszymi wiedzieć tak dogłębnie czego im życzyć. 

-      Tato, życzę Ci, żebyś miał dużo kolegów i dużo przyjaciół – powiedział Karol do mnie, kiedy łamaliśmy się wigilijnym chlebem. 

-      A jak Synku życzę Ci, żebyśmy zawsze mogli tak się łamać jak dziś. I jeszcze powiem Ci, że Cię bardzo kocham – odpowiedziałem szybko, bo Jego życzenia mnie na tyle zaskoczyły, że musiałem natychmiast schować je do pamięci podręcznej, żeby zaraz je przetrawić na spokojnie. 

-      Wiem, ja też Cię kocham tato – odparł naturalnie. To WIEM nie było niczym co świadczyło by o jego zuchwalstwie czy zbyt dużej pewności siebie. On po prostu wie co znaczy kochać i doskonale sobie zdaje sprawę, że go z Mamą bardzo kochamy. Tak zwyczajnie i nadzwyczajnie

Dużo przyjaciół i kolegów. To jest dla Niego w tym roku ważne. Mnogość osób, z którymi lubi się bawić, które go akceptują, które się z Nim wygłupiają i których za kilka lat nie będzie pamiętał. A jednak to dla Niego ważne. A czy dla nas ważna jest przyjaźń? Myślę, że tak, a czy wyrośliśmy ze wstydu powiedzenia do kogoś, że jest naszym przyjacielem? Tu nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że potrafię, choć oczywiście miałbym komu to powiedzieć. I nie mówię o synu, na którego przyjaźń muszę jeszcze zapracować. Z drugiej strony, czy trzeba dla facetów coś nazywać, żeby było? Niby tak, ale.. To chyba temat na całkiem inny, dość chyba długi post.

CDN