piątek, 29 listopada 2013

POŻEGNANIE ZE SMOCZKIEM




W dniu drugich urodzin Karola uznaliśmy, iż czas najwyższy aby nasz malec przestał ssać smoczek. W tym celu przez kilka dni po powrocie z wakacji przygotowaliśmy go na ten moment. Nie jesteśmy rodzicami, którzy za wszelką cenę chcieli, aby dziecko smoczka nie ssało, bo komfort jaki Karol dzięki niemu miał przewyższał nasze ambicje. Ostatnio Karol ze smoczkiem tylko sypiał, ale i tak był to czas najwyższy, aby się ssaka pozbyć.

Któregoś więc dnia, kiedy rano się obudził powiedziałem mu, że smoczek poleciał do Singapuru, będzie dany innym dzieciom i że w zamian za ten smoczek, którego Karol oddał innym małym dzidziom, niebawem otrzyma hulajnogę, o której przez ostatnie dni intensywnie myślał, po tym jak kolega na placu zabaw dał mu się swoją hulajnogą przejechać. Karol się zgodził na ten układ, choć oczywiście nie wiedział jak ciężko mu będzie przez kilka dni bez ulubionego kawałka gumy w ustach. Jednak perspektywa hulajnogi była tak kusząca, że powiedział:
- tak.

Lubię kiedy dziecko mówi słowa tak. To znaczy że chce, że podoba mu się propozycja, jaką mu składam, nawet jeżeli potem zmieni zdanie, to to potwierdzenie jest dla mnie wskazówką tego, że dotarłem w tym momencie do sedna sprawy i dziecko ją zrozumiało. Znalazłem argumentację, która spowodowała, iż dziecko zaczęło chcieć tego, co mu zaoferowałem. To takie niezmiernie ważne. Żeby dziecko chciało.

Smoczek więc poleciał do Singapuru. Karol w pierwszą noc zasnął bez problemu, choć pytał mnie, gdzie jest smoczek. Ja tylko konsekwentnie odpowiadałem, iż jest tam gdzie się umówiliśmy i że to bardzo daleko. Karol wiedział jak to daleko. Wrócił stamtąd niedawno. 

I od tego czasu skończyła się rozmowa o smoczku. Wydaje mi się, iż szybkie ucięcie sprawy i dobre uzasadnienie było kluczem. Singapur, który może i jest abstrakcyjny dla dziecka, ale w tym wypadku był synonimem nieosiągalności i dalekości. I zadziałało. Jesteśmy wolni do smoczka. 

I mamy hulajnogę.