środa, 20 listopada 2013

PODRÓŻ - POST SCRIPTUM


Musiało minąć trochę czasu, żebym mógł znów usiąść do pisania. Z wielu powodów. Pierwszy i najważniejszy to chyba ten, że po trzech tygodniach przelewaniu na klawiaturę moich myśli nagle okazało się, że chwilowo potrzebuję odpoczynku i trochę snu. Bo to był drugi powód, dlaczego nie miałem ochoty pisać.
Po powrocie z wakacji prawie tydzień dostosowywalem się do strefy czasowej lokalnej i chodzenie spać o godzinie 21:30 nie było dla mnie niczym nadzwyczajnym.

Po trzecie należało odrobić zaległości w pracy, domu i rodzinie, a ponieważ doba ma tylko 24 godziny laptop poszedł w kąt.

Teraz wiem, że słusznie bo jest coś takiego w intensywnym pisaniu, że potem trzeba chwilę odpocząć. Poza tym bogactwo tematów podczas wakacji dyskontuje tak mocno codzienność domową, że każda z inicjatyw jaką chciałem podjąć wydawała mi się mało interesująca. Po dwóch tygodniach uznałem jednak, że czas wrócić do spisywania tego co siedzi w głowie, bo jest ktoś, dla kogo to wszystko co się dzieje jest o tyle ważne, że z racji wieku pamiętać tego nie będzie, a warto, żeby wiedział co się wydarzyło. Ten ktoś to Karol oczywiście.

Nasz mały synek wrócił do domu na spiąco, gdyż lot z Londynu był opóźniony, wylądowaliśmy w Warszawie o godzinie 23:20, przetransportowaliśmy się do domu i zasnęliśmy wręcz natychmiast. Rano musieliśmy i iść do pracy.

Budzenie było łatwe, bo wracając z Azji mamy 6 godzin do przodu, stąd 6 rano to dla człowieka południe. Dla Karola także. Obudził się o 6 i spokojnie, jak gdyby nigdy nigdzie nie wyjeżdżał zrobił obchód domu, a następnie przyszedł do nas do łóżka. Nie zdziwił się, iż nie ma w nim Mai, ale także nie poprosił o kaszkę tylko nadal chciał kluski.

Zmianą, jaka miała nastąpić było to, że w odróżnieniu od czasów wakacyjnych, tym razem tata i mama musieli zostawić dziecko samo i pójść na 8 godzin do biura. Tego już Karol zrozumieć nie potrafił i z wielkim wrzaskiem obwieścił, że tata do pracy nie i że na rączki.

Nie udało nam się wyjść zanim zrozumiał, że inaczej nie nie da, więc jeszcze na klatce dało się słyszeć szlochanie przeplatane poszczególnymi słowami, w głównej mierze nakierowanych na mamę i tatę.

Tak było przez kolejne kilka dni, aż wszystko wróciło do normy, a Karol radosnym "papa" zaczął żegnać się z mamą czy tatą siedząc spokojnie na dywanie i układając puzzle.

Zmiany są dobre, bo pokazują jak bardzo nie doceniamy tego co mamy i do czego powinniśmy wracać. Karol ze swoim zachowaniem wrócił do stanu wyjściowego po około tygodniu. Ale nadal jak się go zapytać, gdzie chciałyby lecieć samolotem odpowiada:
- Do Singaparu!