czwartek, 24 maja 2012

SPANIE NA BALKONIE



W mieszkaniu, w którym wraz z odejściem wód mamy zacząłeś wychodzić na dobre na świat są dwa balkony. Jeden, większy, wychodzi na ruchliwą ulice, po której tramwaje jeżdżą tak głośno, spanie w lato przy otwartym oknie to zadanie trudniejsze niż naprawianie Tupolewa w wytartym łożyskiem tocznym w tylnym silniku. Drugo balkon jednak, do którego przedostać się można przez naszą sypialnię, jest cichy, spokojny i co najważniejsze zabudowany. Ponieważ jesteś dzieckiem jesiennym, jak łatwo policzyć mając trzy miesiące zahaczałeś swoim niecnym wzrostem o grudzień, a ponieważ mama wyczuła, iż dobrze śpi się Tobie na świeżym powietrzu, mimo pory oraz mrozu lądowałeś prawie co dzień na balkonie. Czy padał śnieg, czy nie, czy było -15 czy -5 Twoja poranna drzemka wiązała się z opatuleniem Ciebie w 4-5 warstw ubrań ciepłych i wełnianych, zawinięciem Ciebie w kocyki i pledziki a potem wystawienie w gondoli od wózka na balkon i szybkie ucieknięcie stamtąd z racji przymarzania nóg do posadzki. Potrafiłeś w takim przyjemnym chłodzie spać nawet 4 godziny a mama wtedy miała chwilę czasu na wymycie się, ogarnięcie, zrobienie sobie czegoś do jedzenia i paru innych czynności, które zazwyczaj robiła przy okazji a teraz musi planować to z wyprzedzeniem co najmniej 4 godzinnym. Czasem jak wychodziłem po Ciebie na balkon i widziałem jak budzisz się z mroźnego snu zastanawiałem się, czy przypadkiem nie jest Ci za zimno, czy nie robimy Ci krzywdy i czy fakt, że potrafisz zasnąć na 4 godziny nie jest powiązany bądź co bądź z lekkim stanem hibernacji. Jednak zawsze jak odgacałem Cię z wszystkiego, w co byłeś zawinięty upewniałem się, że wszystko jest ok i sam fakt ciepłego nosa i lekko spoconej szyjki mówi za siebie. No i Twój uśmiech, który potwierdzał wysoka formę i brak przeciwwskazań do ponownego położenia Ciebie na balkon.