poniedziałek, 26 maja 2014

AUTORYTETY


Gdyby ktoś mnie zapytał o to, kto jest dla mnie autorytetem miałbym z tym problem. Nie dlatego, że nie ma ludzi, którzy mi imponują, bo jest wiele takich osób, ale raczej chodzi o to, że nie ma jednej osoby, która na tyle mi odpowiada, iż całkowicie chciałbym być taki jak ona. Bardziej imponują mi sytuacje, zdarzenia, dane zachowania, niźli jedna osoba. Bo bycie takim jak ktoś inny powoduje, iż mógłbym odnieść wrażenie, że moje autonomiczne Ja jest kalką czyjegoś już wcześniej widzianego. Osobliwe to, ale myślę, że nie jestem odosobniony w tym myśleniu. Taki AOD -authority on demand. Bezkofeinowa kawa, cola bez cukru, alkohol bez procentów. Wybieram to co lubię bez całości, jaka normalnie jest schowana za.

Pojawia się, poprzez schemat przyzwyczajeń dostępu, łatwego dostępu do dowolnego fragmentu wiedzy, czy danych, termin "Autorytetu konsumpcyjnie fragmentarycznego" - czyli takiego, z którego mogę wybrać tylko tę część, która mi pasuje, a resztę pozostawić innym do schrupania.

Jeżeli ja tak mam, to muszę mieć pełnię świadomości, iż mój syn będzie miał to nawet mocniej pogłębione i jeszcze selektywnej będzie sobie dobierał to co mi pasuje. To daje wolność, odmienność i autonomiczność, ale może spowodować, że dana mieszanka pastylek autorytetowych da na tyle niechciane efekty uboczne, iż będzie trzeba zaordynować detox.

Teraz zastanawiam się, kiedy Karol dojdzie do wniosku, że my rodzice nie jesteśmy tymi jedynymi, których można naśladować i zacznie jak z menu wybierać sobie elementy układanki, wg której chciałby iść przed siebie. Bo taki moment nadejdzie na pewno szybciej niż mi się wydaje. Może więc nie spinać się zbytnio, dać sobie spokój i czekać, aż zobaczymy że już nie my, tylko wybiórcze puzzle mają nad nim rząd dusz. I może warto się będzie cieszyć, że mimo wszystko tak długo trwał stan monopolu na imponowanie?