sobota, 3 grudnia 2011

PIERWSZE DNI Z TOBĄ


Do szpitala przyjechałem dopiero około 11:30, bo drzemka jaką złapałem po przyjeździe do domu nie chciała się kończyć, adrenalina cały czas działała, szybki prysznic doprowadził mnie do stanu uznanego ogólnie za dostateczny,  wciągnąłem szybkie śniadanko i popędziłem was odwiedzić.

Zobaczyłem was na sali leżącej dosłownie naprzeciw miejsca, w którym poprzedniego dnia Ciebie odbieraliśmy, mama wyglądała na zmęczoną, ale szczęśliwą, choć podobno nad ranem przyjechało kilka podobnych do Beti dam z podobnymi objawami i podobnie jak ona doszły do wniosku, iż krzyczenie jest dobrym czasoumilaczem. I tak jest, ale tylko w wypadku, kiedy krzycząca i słysząca te krzyki to jedna i ta sama osoba. 99% kobiet na oddziale była raczej innego zdania, ale wszystkie dzielnie znosiły wysokodecybelowe odgłosy po spektrum częstotliwości. Ty sobie leżałeś i co jakiś czas kwiliłeś, że głodny, albo że idzie to, czego nałykałeś się w brzuchu u mamy a potem dzielnie przetrawiłeś na zielono. Temat efektów ubocznych procesu trawienia jest tak głębokimi i szeroko omawianym przez wszystkich rodziców aspektem, że nie zacznę go jeszcze tu i teraz, bo oczywiście wszyscy wiedzą, że nie da się go ominąć. W każdym razie smółkowałeś sobie w szpitalu, a potem w domu też przez wiele dni i powiedzmy szczerze, nieźle Ci to „wychodziło”

Mamę wraz z Tobą potem przeniesiono na oddział poporodowy, ale z racji braku wystarczającej ilości łóżek położono was na korytarzu. Nie najlepsze to miejsce, bo cały czas ktoś się kręcił, łóżko stało w pobliżu czajnika, więc ciągle ktoś sobie robił herbatę, a Mama chciała chwilę odpocząć. Na szczęście większość czasu spałeś, krzyczałeś na podstawowe potrzeby, więc czas płynął, aż na koniec dnia przeniesiono was do Sali 3 osobowej. Tam można było już posiedzieć, popatrzeć na Ciebie i uczyć się Ciebie od samego początku.

Po 3 dniach byliście gotowi do wyjścia. Dom przygotowany był od kilku dni, czyste podłogi, odkurzone dywany, poprane i poprasowane ubranka w rozmiarze „New born” i łóżeczko rozłożone w naszej sypialni wydawało się czekać w wielką niecierpliwością na pierwszą noc. Okazało się potem, ze to jednak my, rodzice mieliśmy prawo pierwonocy i spałeś (choć powiedzmy, że nazwanie tego spaniem to tak jakby krzesło elektryczne określić mianem nowoczesnego elementu wystroju wnętrz). Co dwie godziny mleko, które jeszcze wtedy nie chciało lecieć, lekka dezorientacja co z Tobą robić, jak się zachować, jak reagować etc. W całym tym szaleństwie pomagała nam z regularną rytmicznością oglądana 2 seria serialu 24 godziny, którą kupiliśmy w sklepie muzycznym po drodze do domu ze szpitala. Dwa odcinki i karmienie podczas trzeciego. Potem przerwa na osobiste sprawy, a potem znów karmienie i tak w koło.

Przy takich elementach rozpoczynającej się rutyny właściwie facet mógłby uznać, że jest absolutnie niepotrzebny, ale ja teraz wiem, że dla Twojej Mamy najbardziej stresującym elementem było to, że miała zbyt mało pokarmu i że będziesz głodny. Dlatego, mimo dużej świadomości Twojej rodzicielki, widziałem, że muszę zastąpić ją we wszystkich innych czynnościach, żeby mogła spokojnie znajdować klucz do Ciebie, ale także do samej siebie. Wtedy wziąłem z pracy 2 tygodnie urlopu, żeby nikt nam nie przeszkadzał, żebym mógł uczestniczyć w tych najważniejszych chwilach, kiedy się budzisz, kiedy zasypiasz, kiedy płaczesz i kiedy jesz. Bo wtedy jeszcze nie było innych faz Twojej egzystencji.
Te dwa tygodnie dały mi pewność, że chęć zaproszenia Cię do naszej rodziny była dojrzała, prawdziwa i tak bardzo potrzebna. A poza tym doszliśmy do wniosku, że to nam się wydawało na początku takie trudne, takie nieznane jest łatwe, do opanowania i sprawia wiele radości. Nawet przewijanie Ciebie w nocy, mycie pupora i fakt, że obsikałeś mnie lub mamę, lub pół dywanu leżąc beztrosko, jak taki mały cherubinek, świństwem do góry.

Te dwa tygodnie pokazały nam, że natura tak cudownie wszystko ułożyła, że nie trzeba za wiele wiedzieć, żeby spokojnie dać sobie radę z takim maleństwem. Ja też utwierdziłem w sobie tę myśl, że Tata jest tak bardzo potrzebny od samego początku. Nie Tobie, bo Twoja świadomość jeszcze się właściwie nie urodziła, jeszcze tkwiła w ciemnościach niebytu. Byłem potrzebny nam, czyli mamie i sobie. Mogłem pomóc fizycznie, mogłem zrobić jeść, pić, mogłem być na każde zawołanie, żeby nie musiała się zupełnie o nic martwić, tylko skupić na Tobie. Podobnie jak podczas porodu, czułem się tak niezbędnie potrzebny, tak bardzo blisko Twojej mamy, że (oczywiście nie chodzi o to, żeby się przeceniać, bo kobieta oczywiście urodzi sama, tak jak drzewiej bywało) ale to, że mogłem być a Nią i upewniać, że wszystko idzie fantastycznie, tak samo w domu czułem, że jest jej łatwiej, że mogę przejąć na siebie zmartwienia w tym momencie totalnie nie mające żadnego znaczenia.