Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POMYSŁY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POMYSŁY. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 czerwca 2014

SŁUCHOWISKA Z PRZESZŁOŚCI

Nie wiem, czy kiedyś Karol nie powie mi, że indoktrynuję go jakimś wapnem gaszonym, mającym co najmniej 30 lat, choć może skoro nie wyklął mnie jeszcze za Misia Uszatka, to i może za ten proceder mnie nie usunie ze znajomych na fejsie czy asku?

To wapno, które wspomniałem to bajki zgrane z płyt winylowych na wersję cyfrową i ostatnio zaprezentowane w formie na słuchawkach mojemu dziecku. Początki były trudne, bo założenie słuchawek na uszy powodowało stanowczy sprzeciw, a potem rzut sprzętem przez pokój, ale jak pokazałem mu, że trzymanie na głowie wielkich, studyjnych nauszników to nic złego, a nawet przyjemność z tego może płynąć, to dał się przekonać. Kupiłem więc kota w butach, stoliczku nakryj się oraz Kubusia Puchatka datowane wszystko jeszcze w latach 70tych i zaproponowałem Karolowi pewnego wieczoru, zamiast czytania bajek, słuchowisko. Biorąc pod uwagę kunszt aktorski wykonawców i realizację, jak przypuszczam Polskiego Radia, miałem pewność, że słuchowiska, dziś
pewnie trzeba by powiedzieć audiobooki, spodobają się młodemu. Nie wiedziałem, że aż tak bardzo.

Po założeniu słuchawek i włączeniu mu bajki o stoliczku, który sam się nakrywał synek mój utkwił wzrok w suficie w pozycji nieskończoność i skupiał się tak bardzo, jakby wszystko to co słyszał wizualizowało mu się natychmiast w głowie. Praca czoła i koncentracja, jaka go opanowała zdecydowanie nie zachęcała do przerywania seansu. Normalnie o tej porze Karolowi wystarcza 15 minut czytania i odpada, a tu nagle okazuje się, że w trzydziestej minucie słuchowiska nie tylko nie śpi, ale z nieustającym skupieniem nadal wypatruje się w sufit. W czterdziestej minucie walczył z własnymi słabościami i mało nie poddał się Morfeuszowi, ale o zwycięstwie nad fizjologią świadczyć miał głośno wypowiedziany komunikat "tata skończyło się. Poczytasz mi?".

Czyli się spodobało. Mimo wileńskiego "L" niektórych aktorów, mimo że bez wizji i powyżej 7 minut. Dwu-i-pół-letnie dziecko przesłuchało całą bajkę i zakładam, że podobała się mu.

Staje czasem przed wyborem co Karolowi pokazać, a czego nie. Przez sentyment moich lat młodości podsuwam mu to, co mnie kiedyś poruszało. To oczywiście były zupełnie inne czasy, bo to czego słuchaliśmy i oglądaliśmy nie było selekcjonowane przez naszych rodziców, tylko stanowiło właściwie jedyną dostępną rozrywkę.  Prawdopodobnie nawet niezbyt dobrą, ale radość wyobrażania sobie jak wygląda dom baby jagi z Jasia i Małgosi była tak wielka, że dziś przypominając sobie to przesłuchawszy z Karolem po latach rzeczone słuchowisko, patrząc na niego zasłuchanego w te same dźwięki wydaje mi się, że on też za kilka lat uśmiechnie się kiedy usłyszy piosenkę np. z Tomcia Palucha.

A na pewno słuchanie tych trzydziestoletnich nagrań nauczy go jednego. Że wyraz "poszliśmy" akcentuje się na zgłosce PO, "zrobiliśmy" na BI, a "matematyka" na drugie MA. I że światło się wyłącza, a nie wyłancza.

Epilog.
Karol bawił się ze swoją nianią w chowanego. Nie mógł jej znaleźć. I kiedy tak chodził i nawoływał schowaną pod stołem w pokoju opiekunkę i wpadł już trochę w płaczliwy ton wypowiadając jej imię, nagle przycichł i zaczął od początku słowami " panienko, gdzie jesteś, panieeenko!"

Lucyna uśmiała się setnie, a kiedy opowiadała mi tę historię przy Karolu zapytałem się go skąd taki tekst. Powiedział, że usłyszał w bajce o "stoliczku nakryj się". Więc chyba dobrze, że sobie czasem posłucha poprawnej polszczyzny.


niedziela, 1 grudnia 2013

MUZEUM TECHNIKI

Karol ma już ponad dwa lata, jest facetem, a to jest idealna wymówka na to, żeby go zabrać do muzeum techniki. 

Słowo muzeum w przypadku tego przybytku jest więcej niż uzasadnione, bo tam wszystko jest stare, ale to właśnie ten element nadaje temu miejscu wyjątkowości. 

Jestem pewny, że kiedy ja pierwszy raz byłem w tym miejscu, wystawa z polskimi projektami opakowań była dokładnie w tym samym miejscu. 

A to, że odnalazłem modelową kopalnię zaaranżowaną na parterze, w bloku hutnictwo i przemysł ciężki, i poczułem się jak w wehikule czasu, jest dowodem na fakt, że to muzeum pełną gębą. 

Karol był zafascynowany motorami i traktorami, polubił pokój z maszynami do pisania oraz komputerem odra ( Stała tam też enigma, ale nie byłem na tyle odważny, żeby Karolowi wytłumaczyć tę zawiłą historię, szczególnie że zaczął się do rzeczonej enigmy dobierać), chciał zadzwonić z aparatu telefonicznego rodem z "Rozmów Kontrolowanych", polecieć w kosmos statkiem z serii Sojuz, a potem powiedział, iż chce zupkę i że już nie ma ochoty chodził po muzeum. 

Bardzo polecam tę wycieczkę. Kiedyś powiedział bym, że trochę tam obciachowo. Dziś mówię, że to naprawdę oldschool w najlepszym wydaniu. Wrócimy jeszcze za czas jakiś do sali z doświadczeniami fizycznym, które prowadzi Pan, w wieku jaki zapewne jest sumą trzech dowolnie wybranych eksponatów w tej części ekspozycji. Szacun dla Pana. Zupełnie poważnie. 

Zobaczcie jak nam tam było dobrze. 

Ps. Jeżeli lubicie mały tłok, to najlepiej w niedzielę przed 12:00. Prawie nikogo nie ma i jest czas na zgłębienie tego archeo : )